„Gala jak ta lala” – Nadbloger Strześniewski

23
5

Było jak w filmie Hitchcocka. Zaczęło się intensywnie, a potem było już tylko bardziej. Ze względu na wzmożone środki bezpieczeństwa, mimo okazanego zaproszenia, garnituru i krawata, przez 10 minut musiałem negocjować z ochroniarzami. Uparcie powtarzali, że dla dostawców i kelnerów wejście jest od zaplecza. Na sali okazało się, że impreza nosi nazwę „Gala Polskiego Triathlonu”. Trąciło lekko nacjonalizmem. Czyli co? Jak nie jesteś na sali, to nie przysługuje Ci miano prawdziwego triathlonisty? A może polskiego triathlonisty? A może Polaka?  

 

Kwestia ta była zadrą w bucie dla przedstawicieli mniejszości śląskiej, która stanowiła większość przy naszym stoliku. Termin wyznaczono niefortunnie, choć podobno był konsultowany z Kancelarią Prezydenta. Spowodował duże straty w kulturze wysokiej. W tym samym czasie i w tym samym mieście miał miejsce koncert Korteza. Piosenkarza młodego i bardzo utalentowanego. Żona planowała wysłuchać tego wrażliwego artysty, ale obowiązki Kierownika Technicznego naszego jednoosobowego zespołu sportowego przeważyły. Tym bardziej, że byłem nominowany i ktoś musiał mi pomóc zabrać wszystkie te nagrody, których się spodziewałem. Część oficjalna, polegająca na wręczaniu nagród w różnych kategoriach rozpoczęła się bardzo symbolicznie. Otóż nagrodę w kategorii „Długi i ultra długi” wręczył przedstawiciel…. banku. W przyszłym roku ta kategoria ma być rozbita na dwie – „Długi frankowe” i „Długi złotówkowe”.  W tym roku wygrała Gdynia z naszym pierwszym IRONMANEM. I bardzo słusznie. 

 

Tytuł imprezy roku na dystansie krótkim wygrała Bydgoszcz, co mocno wybuczeli przedstawiciele Torunia, chociaż oni sami w tym roku nic nie zorganizowali. Potem była trzecia kategoria. Żona spojrzała pytająco na mnie. Ale to był cykl imprez, więc mnie nie dotyczył. Wygrała Enea, która była także sponsorem Gali. Taki sympatyczny zbieg okoliczności. W przyszłym roku startuję w Poznaniu to ich zweryfikuję.

 

Kolejna kategoria. Pytający wzrok mojej żony zamienił się w lekko świdrujący. Zawodniczka roku – Agnieszka Jerzyk. Znowu nie ja. Odkrycie roku – Miłosz Sowiński. Nawet nie odwracałem głowy. W karku miałem już wypalone dwie dziurki. Zawodnik roku. Marek…….., no ciepło, ciepło. Jaskółka!! Jasny gwint, znowu nie ja! Już nie ciepło, a gorąco. Żona patrzy na mnie z naganą. Mogła słuchać Korteza, a tu redaktor Grass nie może trafić na odpowiednią kopertę. Czuję zdenerwowanie i presję. Dźwięki docierają do mnie lekko zniekształcone. Szczególnie, że sam – przecież triathlon to sport indywidualny – obsuszyłem flaszkę wina. Nawet nie zarejestrowałem smaku. 

 

Coś mówią: „Marek, Marek, benefis na zakończenie kariery…” .  O mój Boże! Ledwo zacząłem poprawiać wyniki, a oni chcą, żebym kończył karierę…. Dramat! 

Na szczęście znowu chodziło o Jaskółkę. Wreszcie na scenę lekko wskoczył Artur Pupka, aby wręczyć nagrodę dla „Nadblogera Roku”. Teraz ja, ale co to do cholery za kategoria triathlonowa? Nadbloger?  To brzmi jak jakaś przypadłość medyczna. Na dodatek chirurg wręcza wyróżnienie. Stoję obok faceta młodszego, wyższego, szczuplejszego i lepiej wykształconego. Potem od żony się dowiedziałem, że również lepiej ubranego. Żona skrytykowała mój najlepszy garnitur (produkcja Wólczanki, marka Lantier, 60% wełna, 40% jedwab, podszewka 100% wiskoza).  Powiedziała, że ze względu na przestarzały krój wyglądałem jak Age Grouper 75+. To zabolało. Widząc łzy w moich oczach obiecała, że kupi mi coś modnego. Od Profesora dostałem gustowny bibelocik szklany w kształcie żaglówki na pełnym wietrze. Przypomniałem sobie, że kiedyś nazywano mnie Lewacuma.

 

nadbloger2015a

 

Zgodnie z przyjętym zwyczajem osoba otrzymująca wyróżnienie powinna odegrać rolę zaskoczonej i złożyć podziękowania tym, którzy pomogli jej odnieść sukces. Ja zaskoczony nie byłem, ponieważ wszystko popsuł redaktor Grass umieszczając informację tydzień wcześniej w necie.  Za to miałem przygotowaną listę nazwisk  zawierającą około 350 pozycji. Ale jej nie odczytałem, bo odebrano mi mikrofon. Zdążyłem jedynie podziękować osobom życzliwym, a niechętnym zagroziłem, że będę pisał dalej.  

 

Dowiedziałem się również, że wraz z nagrodą przyjmuję na siebie pewne obowiązki. Otóż muszę wystartować we wszystkich triathlonach w sezonie 2016 w Polsce. Starty są już opłacone, więc nie mam wyjścia. Nogi się pode mną ugięły… Potem okazało się, że dotyczy to imprez organizowanych przez LABOSPORT Polska. Mam już pomysł, jak rozwiązać ten problem. Na kilku imprezach zastąpi mnie premier Czech. Oprócz alegorycznej pamiątki była również nagroda rzeczowa. Dostałem piękną reklamówkę z logo mojego ulubionego klubu FC Barcelona i zaszczytny tytuł „Premium Partner”.

 

nadbloger2015b

 

W momencie wręczania Profesor na chwilę przytrzymał reklamówkę. Zrozumiałem, że nie do końca mi wybaczył, że rok temu o kilka sekund wcześniej wpadłem na metę zawodów w Kopenhadze. Potem wspólnie ogłosiliśmy zwycięzcę konkursu na Blogera Roku 2015. Tak jak rok wcześniej wygrał Jakub Masiuk, Złośliwi szeptali, że pomyliły się koperty i dostaliśmy tę z ubiegłego roku. I jak rok temu laureat się nie pojawił. Podobno mocno przytył w okresie roztrenowania i trochę się wstydził pokazać publicznie. Od tego splendoru uderzyła mi sodowa. W czasie przerwy podszedłem do redaktora Grassa. Ponieważ kilka razy pojawiły się sugestie, że może dałbym radę, to może pójdę za ciosem i napiszę książkę? Miałem nawet przygotowany taki triathlonowy tytuł „Trzy Chude Małpy”.  Redaktor ostudził mój zapał, powiedział, żebym nie przesadzał, a tytuł zabiera dla siebie dla planowanej trylogii. Oprócz napisanej już książki „Trzy Mądre Małpy”, druga będzie o skutecznych dietach i mój tytuł jest w sam raz. Trzecia książka będzie nosić tytuł „Trzy Rude Małpy” i w sposób demaskatorski opisze środowisko celebrytów. 

 

Gala wzbudziła ogromne zainteresowanie mediów i przez moment sam poczułem się jak celebryta. Podeszła jakaś młoda dziennikarka. Spytała, jakie to uczucie strzelić 5 bramek w 10 minut. Chyba mnie z kimś pomyliła. Odpowiedziałem jak zawodowiec, że zawsze daje z siebie 120% i nigdy się nie poddaję. A kluczem jest ciężka praca na treningach. Wyraźnie była usatysfakcjonowana. Mam nadzieję, że zarejestrowały to kamery TVP Sport, które były wszędzie. Przerwę wykorzystywano do uzupełnienia kalorii. Po zawartości talerzy można było ocenić, kto jest kim i w jakim momencie sezonu. Niektórzy zaczęli już fazę wytopu i na talerzykach było skromnie. Kawałek rybki, gotowane warzywa. Ci, w fazie roztrenowani oraz sponsorzy i politycy jechali grubo. Białka, węgle i tłuszcze roślinne oraz zwierzęce. Niektórzy wracali jak to strefy zmian. Kilkakrotnie : T1, T2 i deserowe T3.

 

Koncentracja na konsumpcji była tak intensywna, że niewiele osób oglądało kosmicznie wyglądające, prześliczne rowery GIANT’a, do czego namawiał elegancki i jak zawsze bardzo uprzejmy Dyrektor Generalny. Po przerwie miał miejsce zapowiadany wcześniej benefis Marka Jaskółki. Najpierw aktualny prezes Polskiego Związku Triathlonu i przyszły Prezydent RP Wojciech Olejniczak  wygłosił okolicznościowe przemówienie. Wręczył także statuetkę w kształcie…….no, no, kto zgadnie? No, oczywiście w kształcie jaskółki! Mam nadzieję, że w przyszłości nadarzy się okazja, żeby prezesowi wręczyć jakąś okolicznościową nagrodę w kształcie butelki oleju kujawskiego, albo miski olejowej.

 

Ostatnim punktem części oficjalnej był wywiad z Niemcem prowadzony po angielsku przez redaktora Grassa. Przedstawiciel IRONMAN’a na Europę skomplentował film z ostatnich mistrzostw na Hawajach. Potem redaktor próbował wynegocjować jakieś dodatkowe sloty na Konę.  Niestety, wiadomość jest taka, że będzie mniej slotów w wyższych kategoriach wiekowych. Po powrocie do domu miła niespodzianka. Okazało się, że w reklamówce był dodatkowy prezent. Kask rowerowy o intrygującej nazwie „Chopper” i wspaniałym, 360 stopniowym wizjerze.

 

nadbloger2015c

 

Nie bardzo wiedziałem, jak włożyć to na głowę. Zacząłem studiować instrukcję. Przeczytałem, że:

 

„Nigdy nie używaj urządzenia, gdy masz mokre lub wilgotne dłonie”

 

Myślę, spoko. Po wyjściu z wody muszę mieć przygotowany ręczniczek i nie ma sprawy.

 

„Zawsze należy używać urządzenie na stabilnej, płaskiej, czystej i suchej powierzchni”.

 

O.K. No problem. Odpadają wyścigi górskie i w deszczu. 

 

„Urządzenie ustawiać tak, aby zawsze był możliwy dostęp do niego” 

 

No jasne. Przecież to jest podstawa w strefie zmian – Ameryki nie odkryli.

 

„Aby zapobiec przegrzaniu, nie używaj tego urządzenia nieprzerwanie przez ponad 10 sekund. Pozostawiaj je, aby ostygło, na 1 minutę po każdych 10 sekundach pracy”.

 

A, tu was mam! Czyli to jest kask do trenowania interwałów, a nie na wyścigi. Sprytne. Na tych rozważaniach zeszła mi prawie cała noc. Rano wstała żona i powiedziała, że to jest kuchenny siekacz, a nie żaden kask. No dobra – też się przyda.

23 KOMENTARZE

  1. Potrze, nie traktuję Twoich komentarzy jako czepiania się, wręcz przeciwnie – bardzo je cenię. W aspekcie, który poruszyłeś masz rację.

  2. Chyba jednak miałem odrobinę racji bo jak odpowiadasz: „Tekst powstał jako pełny spontan” – a tekst zaangażowany /ten na który czekam/ to tekst przemyślany.
    Głupio mi że się czepiam … oczywiście nie mam żadnego prawa … może na swoje usprawiedliwinie dodam, że po prostu wierzę, że możemy oczekiwać dużo więcej… może w innym miejscu, może na inny temat… ale jednak.

    Trzymam kciuki i pozdrawiam

  3. Marcinie, jak zwykle stawiasz fundamentalne pytania… Ruszam na poszukiwanie odpowiedzi.
    Marek, plan jest taki, żeby w tym kasku wystartować na etapie pływackim w Gołdapi, że względu na znakomity 360-stopniowy wizjer.

  4. Marku,
    ja też nie dyskutuję ze swoją żoną. Choćby mi wszystkie zmysły i całe doświadczenie podpowiadało, że jest inaczej, że nie ma racji, to na jej polecenie w swoim kasku będę siekał, szatkował, mielił i mieszał kapustę, buraki, wszystkie rośliny okopowe i strączkowe. Ale powiedz szczerze, nie korci Cię by spróbować w nim wystartować choć na krótkim dystansie lub chociaż pokazać się na treningu? Tak w tajemnicy i na przekór?

    Gratuluję wyróżnienia, w pełni zasłużone!

  5. Widać tu jak na dłoni grubymi nićmi szytą prowokację i nawet samozwańczy-śledczy PAP czyli Prof Artur Pupka tego nie dostrzega choć trzeba przyznać, że został sprytnie uśpiony komplementami autora. A więc ad rem. Po pierwsze ja się pytam, gdzie się podziało 10 pozycji, które jako żywo istniały na mitycznej liście w trakcie występu na Gali (Nadbloger powiedział, że ma listę z 360 pozycjami!) i nieprawdą jest, że ich wszystkich nie wymienił, bo zabrali mu mikrofon! Kim a może czym są owe pozycje? A może to dwa w jednym? Co takiego się wydarzyło w trakcie Gali, że 10 pozycji musiało zniknąć? Jaką tajemnicę skrywają uczestnicy balangi szczególni Ci odwiedzający strefy zmian ochoczo? A może sałatka była nieświeża? Tych pytań nie można pozostawić bez odpowiedzi.
    I wreszcie sprawa najbardziej bulwersująca. Dlaczego Nadbloger ukrył tożsamość „tej lali”??? Czy chce zachować tą znajomość tylko dla siebie? Można się tylko domyślać, że jest ona kimś wyjątkowym skoro jest jak Gala, bo skoro Gala jak ta lala to oczywiście Lala jak ta Gala i owszem też. Dlatego proszę o uzupełnienie felietonu o foto lali nawet jeśli jest ona z neoprenu. Jak się powiedziało A trzeba powiedzieć L.

  6. Piotrze J. – może Cię zmylił błyskawiczny czas reakcji? Tekst powstał jako pełny spontan. Niektóre rzeczy notowałem jeszcze na Gali bo mnie bawiły lub zaskakiwały. Dzięki za uwagi 🙂

  7. Gratuluję zasłużonej nominacji!

    …odniosłem jednak wrażenie, że test był pisany trochę na siłę – z poczucia obowiązku … mam rację czy się mylę?

  8. Nic tylko żałować, że mimo zaproszenia nie udało się uczestniczyć w tym doniosłym wydarzeniu.
    Zobaczyć Arturro brylującego na parkiecie z pewnością bezcenne… :-)))
    Przy okazji dziękuje za nominacje a biorąc pod uwagę ilość piszących odbieram to jako duże wyróżnienie. Szczególne gratulacje dla Marka Strześniewskiego , który jest potwierdzeniem maksymy, że niekoniecznie trzeba być Bogiem żeby mieć swoich wyznawców… 🙂 Kłaniam się nisko Twojemu „Piórowi” Marku, czapką do ziemi….
    Gratulacje dla najlepszego blogera Kuby jak i pozostałych, którzy swoimi wpisami i komentarzami inspirują i scalają naszą nawiedzoną tribandę….
    A wracając do mojego ostatniego wpisu muszę publicznie posypać łeb popiołem ! Mea culpa!
    Na usprawiedliwienie mam fakt, że błąd jest przywilejem filozofów, tylko głupcy nie mylą się nigdy.
    Udało znaleźć się jednak duży plus w/w wpisu. Piotruś P publicznie odwzajemnił gorące uczucie które Nas łączy… :-)))

  9. Marku nie będę się tu skupiał na gratulacjach. Dostawałes je zanim, przed, w trakcie i już dostajesz po i będzie tego dużo więcej. Czeka cię ogrom celebryckiej pracy, między innymi bedziesz musiał szybko puścić w świat swój „gangnam style”. Jednak kiedy dopadnie Cię celebrycka niemoc i depresja i ockniesz się półprzytomny nieogarniając walających się wszędzie butelek z Kopytkiem Łosia, wspomnij moją terapeutyczną ofertę pomocy. Jestem gotowy zastosować bardzo wyzywającą dla terapeuty ale przetrenowaną latami technikę. To takie połączenie biblijnej przemiany wody w wino ( tylko na odwrót) i parafrazy powiedzenia że i Salomon nie naleje jak nie ma z czego. Pomogę Ci osuszyć może nie oczy z łez ale napewno Kopytka z ich zawartości.
    A Kubie po prostu pogratuluje. Widac po ubiegłorocznym zwycięstwie że jakoś sobie poradził z brzemieniem sławy. Obserwując jego poczynania startowe w mijającym sezonie ( a nawet poniższą jego wypowiedź) typowałbym że zastosował metodę opracowaną przez doktora Rocky Balboa którą nieżle opisuje jego niżej cytowana maksyma : „Powiem ci coś, co sam dobrze wiesz. Świat to nie samo słoneczko i tęcze. To podłe i okrutne miejsce i nieważne, jaki z ciebie twardziel, powali cię na kolana i tak przytrzyma, jeśli na to pozwolisz. Ty, ja ani nikt inny nie bije tak mocno, jak życie. Ale nie chodzi o to, jak mocno bijesz. Chodzi o to, jak mocno możesz oberwać i ciągle przeć do przodu. Ile możesz znieść i ciągle przeć do przodu. Tak się zwycięża!”

  10. Marku tekst świetny, ale wkradł się błąd, albo jak zwykle sprawdzasz czy czytamy ze zrozumieniem, powinno być, chyba Labosport ? Co do gali i wyników, to nie wiem czy się koperty pomyliły, ale miło mi, ponownie wygrać 😉 niestety nie mogłem dotrzeć na Galę ponieważ, jak słusznie zauważyłeś, wstyd się pokazać w stolicy po okresie roztrenowania więc udałem się w góry aby zrzucić parę zbędnych kilogramów, ale dokładniej opiszę na blogu 🙂

  11. Darku, redaktor Grass przetrzymał tekst w szufladzie o nazwie cenzura przez prawie 24h! Na szczęście nic nie wyciął. Pozdrowienia dla mniejszości:)

  12. No nie, tak nie mozna, malo brakowalo, a udusilbym sie poranna owsianka, Marka nalezy wpierw ocenzurowac, jego teksty sa niebezpieczne 🙂 pozdrowienia ze Slaska 😉

  13. Nadbloger…hmm…czy jest jeszcze jakiś wyższy tytuł? Bo ten tekścik wymyka się z ram 🙂 Ktoś ma jakieś pomysły? Może Ojciec Nadbloger?

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here