„Jeszcze nigdy nie pływało mi się tak dobrze” – Marek Kacprzak.

3

Steven Munatones, „Pływanie w wodach otwartych”: „Przeczytaj, trenuj i bądź pierwszym człowiekiem na ziemi, który zdobędzie Koronę Oceanów!” – dobre sobie. Łatwo powiedzieć. Tylko, jak niby te nieco ponad trzysta stron miałoby sprawić, że pływanie, które na razie jest dla mnie sporym wyzwaniem, będzie na tyle przystępnym zajęciem, żeby w ogóle myśleć o takich dystansach jak 30 kilometrów, że o dokonaniu tego nie wspomnę. No, ale skoro autor upiera się, że znajdę w tej książce przepis właściwie na wszystko, zwłaszcza, gdy zaczynam swoją przygodę z pływaniem w wodach otwartych, to nie mam wyjścia, zanurzam się w lekturę, co ciągle idzie mi łatwiej niż zanurzanie się w wodę. Do tej chwili, w której będę mógł o sobie powiedzieć, że jestem pływakiem, ciągle droga daleka. Sporo w książce opowieści o różnych imprezach pływackich. O tym jaką można czerpać frajdę z pływania w jeziorze, morzu, a nawet oceanie. Ile emocji może dostarczyć pływanie w nocy, gdy pod nami niezmierzona głębia, a nad nami pełen księżyc. Jakie atrakcje mogą czekać na samotnego pływaka w postaci meduz, parzydełek, delfinów, a nawet rekinów. Przyznaję, że czytając, coraz bardziej zdawałem sobie sprawę, jak niewiele o tym świecie pływania w otwartych wodach mam pojęcia. Ale jednocześnie wzbudzało to we mnie i ciekawość, i fascynację, i chyba taką mobilizującą zazdrość. Ale wiadomo, nie od razu Kraków zbudowano, maratonu nie da się przebiec jeśli wcześniej siedziało się tylko przy komputerze, to tym bardziej, bez solidnego przygotowania pływackiego, nie ma co myśleć o wodnej przygodzie poza niecką basenu.

 

W książce autor sporo miejsca poświęca też technice, treningowi, przygotowaniom, sprzętowi i innym elementom, o których nawet nie myślałem, że mogą być istotne. Jak chociażby natłuszczanie, wazelina, czy lanolina. Zresztą akurat te hasła pojawiają się bardzo często. I ta powtarzalność jest największym minusem książki. Munatones opowiada o różnych imprezach, jak triatlon, maraton i inne i każdą traktuje oddzielnie. Niestety, jeśli pisze np. o tym co przygotować, to można mieć wrażenie, że “już to czytałem. Bo przecież wiele elementów się powtarza. Dotyczy to zarówno sprzętu, przygotowania, techniki, nawigacji i innych. Czytając książkę w całości miałem wielokrotnie poczucie swoistego deja vo. Książka mogłaby być lepiej poukładana, albo nie można jej czytać w całości. Trzeba wybierać konkretne, interesujące nas fragmenty. Niewątpliwą i ogromną zaletą jest natomiast dokładne tłumaczenie technik pływania i sposobu trenowania poszczególnych elementów. Kluczem do sukcesu jest tu powtarzające się wyrażenie: “”wyobraź sobie”. W wodzie wielu rzeczy nie widać, trudno wprowadzać korekty. Płynąc nie widzę, jak układam nogi, jak wygląda moje ciało, na ile jestem zanurzony. Wiele różnych porównań pozwala inaczej spojrzeć na trudne elementy techniki. Na basenie trener, czy instruktor często każe zrobić coś konkretnego, ale zazwyczaj nie ma czasu, by tłumaczyć czemu to służy. Tu spokojnie i metodycznie można sobie wszystkie te elementy prześledzić. Nigdzie nikomu się nie spieszy. Dzięki temu jest też czas na dokładne omówienie różnych ćwiczeń wzmacniających wiele partii mięśni, o których w ogóle nie miałem pojęcia, że przy pływaniu mają lub mogą mieć znaczenie.

Pasja z jaką o pływaniu pisze i opowiada Steven Munatones sprawia, że mimo wielu technikaliów, tabel, czy konkretnych rad i wskazówek, jest to książka magiczna. Jej magiczność polega na tym, że w końcu zaczynam wierzyć, że pływanie wcale nie wymaga aż takiego wysiłku jak mi się wydaje. Potrafiła mnie w bardzo krótkim czasie jeszcze bardziej zachęcić do pływania, trenowania i ćwiczenia techniki. Po zamknięciu książki poszedłem na basen na trening. Jeszcze nigdy nie pływało mi się tak dobrze, z taką ochotą i wydajnością. Kto wie… Może ta Korona Oceanów faktycznie jest osiągalna.

 

plywanie-w-wodach-otwartych

 

 

Marek Kacprzak

Dziennikarz Telewizji Polsat News

 

marek

 

3 KOMENTARZE

  1. „Brak bydła”: gawiedzi, klaciarzy, pływające jednostki w poprzek basenu, grający w piłkę, koledzy pływający z koleżankami, dyskutując ważne biznesy itd. Na jeziorko przychodzisz…i płyniesz.

  2. Dzisiaj ma do mnie dotrzeć. Przeczytamy. Sprawdzimy. Zastosujemy :)… o ile uwielbiałem pływać w wodach otwartych to w ostatnim czasie…mocno choruje po pływaniu w jeziorze (alergia???nagle?) Od września pływam tylko na basenie ale 5-6 razy w tyg(katar mnie nadal męczy ale nie aż tak). Zobaczymy co się stanie po powrocie „na jeziora” A pływanie wieczorem i nocą faktycznie jest magiczne. No i brak bydła, nawrotów. Hipnoza jak podczas biegania.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here